O Zmierzchu słyszał chyba każdy, kto stara się w miarę aktywnie śledzić meandry popkultury. Bestsellerowa powieść, która szturmem wdarła się na salony. Opowieść o miłości uczennicy i wampira mało kogo pozostawiła obojętnym. Ogromne rzesze nastolatek i kobiet wprawiła w stan permanentnego uwielbienia dla Edwarda, a potężna liczbę fanów literatury fantastycznej i wampirów wprawiła w stan wrzenia. W końcu wampir to ma być wampir, a nie świecący się na słońcu słit-imoł-boy.
Trzeba jednak przyznać, że pomimo dość miałkiej treści, popartej średnimi filmami kinowymi, cała ta fascynacja Zmierzchem przyniosła nawrót fascynacji postacią wampira, a co ciekawsze, pchnęła go z kinowego ekranu w objęcia telewizji. Tej samej telewizji, która nie potrafiła dostatecznie wykorzystać poprzednich, wielkich fenomenów: Gwiezdnych Wojen, Pokemonów i Harry’ego Pottera.
Premiera książkowego Zmierzchu miała miejsce w 2005 roku. Do tego czasu, postać wampira była niemal całkowicie zawłaszczona przez kino, co potwierdzały duże produkcje wampiryczne: Dracula(1992) czy Wywiad z Wampirem(1994). Telewizyjny wampir postrzegany był przez pryzmat hitu dla nastolatek – serialu Buffy: Postrach wampirów i jej spin-offu, Anioła Ciemności. I choc tytuły te cieszyły się pewnym powodzeniem, niewielu było „poważnych” fanów, którzy traktowaliby te produkcje serio.
Począwszy jednak od 2005 roku, zależność ta zmieniła się niemal całkowicie.
W kinie trudno znaleźć interesujące przedstawienie postaci wampira (ciekawy był w tej kwestii film 30 dni nocy, niestety sam film był dość średni) poza „panującym” niepodzielnie Zmierzchem, który w ciągu krótkiego czasu zdołał przedefiniować kanon i stać się wyznacznikiem dla innych filmów. Teraz to już nie Lestat, a Edward jest punktem odniesienia dla kolejnych krwiopijców. Zgroza.
Tymczasem w telewizji liczba produkcji traktujących o stworzeniach nocy nie tylko wzrosła, ale nabrała także rozpędu realizacyjnego, podniosła poziom artystyczny i przejęła pałeczkę od kina, jeśli chodzi o wyznaczanie nowych kierunków. W ciągu zaledwie pięciu lat powstało kilka seriali „wampirycznych:
- True blood (2008, USA)
- Blond ties (2006, Kanada)
- Moonlight (2007, USA)
- Being Human (2008, Wlk. Brytania)
- Vampire Diaries (2009, USA)
Co ciekawe, część z nich, choć korzysta z szumu uczynionego przez Zmierzch, staje w poprzek prezentowanego przezeń obrazu wampira, wybierając raczej charakterystykę bliższą tradycji Wywiadu z wampirem. Dochodzi więc do paradoksalnej – z punku widzenia kinomana – sytuacji, kiedy kino, wykorzystując bestseller literatury, zaczyna niebezpiecznie zmieniać i degradować pewną ikonę popkultury (przynajmniej ja uważam, że degraduje – co jak co, ale wampir nie może być niezrównoważonym, niedorobionym Romeo, po prostu nie może) telewizja natomiast staje temu naprzeciw. Z drugiej jednak strony, trudno się temu dziwić – już od dłuższego czasu seriale telewizyjne przestały być postrzegane li tylko jako biedny odpowiednik filmu kinowego. Więcej – zaczęły oddziaływać na widzów nie mocniej niż duże produkcje, czego przykładem może być chociażby zakończenie serialu Lost, które odbiło się dość mocno w przepastnych zasobach Internetu…
Jakie będą dalsze losy seriali o wampirach? Trudno orzec. Można zakładać, że powstanie ich jeszcze kilka, zwłaszcza jeśli mania na Zmierzch nadal będzie tak mocna. Z pewnością ich poziom nie będzie dorównywał maestrii Draculi, trzeba jednak wspomagać każdą inicjatywę dążącą do zatamowania powodzi sparklących się wampirów…
Piotrze przyznaj się bez bici, ile tych serialów znasz tylko ze słyszenia? Bo mnie "Moonlight" i "Vampire Diaries" odrzuciło po jednym odcinku, gdy zobaczyłam, że w tym drugim wampiry mogą swobodnie hasać po słoneczku dzięki jakiemuś magicznemu pierścieniowi (no bez przesady). W "Moonlight" wampiry też nie umierają od słońca, co w moim przekonaniu kłóci się z obrazem wampira panującym od stuleci (chyba, że się mylę, to mnie popraw).
OdpowiedzUsuńAle rzeczywiście, trzeba oddać telewizji, że reanimowała tego bohatera, bo w szczególnie w "True Blood" wampiry wreszcie odzyskały należne im miejsce predatora, są często złe i, co najważniejsze, piją ludzką krew a nie jakieś zwierzęce substytuty.
O kinie rzeczywiście lepiej nie wspominać. Ostatnio dałam się nabrać na "Daybreakers" i do dziś mnie mdli na samo wspomnienie tego filmu.
W takim razie przyznam się bez bicia - nie wszystkie. Być może całkowicie dyskwalifikuje to w tym momencie moja notkę, ale to szczegół :>
OdpowiedzUsuńCo do wampirów - moim zdaniem, Zmierzch to najgorsze, co im się mogło przytrafić. Pal licho z tym słońcem - z krwiopijcami niektórzy wyprawiali juz takie rzeczy, że to jest pikuś. A jeśli twórca potrafi w miarę przekonująco wyjaśnić ten fenomen, to nawet lepiej - unikamy zbytniej sztampy (choć pamiętam, jak w pierwszej części Blade'a główny zły mógł być na słońcu bo użył kremu z filtrem...).
Niech będzie nawet tym nieszczęsliwym kochankiem - w końcu Dracula też był kochliwy. Tylko, na Boga, niech nikt nie robi z niego jakiegoś emo-ofermy, która się powstrzymuje przed wypiciem krwi laski, która mu się podoba. I który świeci na słońcu jak halogen...
Ależ Ty w ogóle nie doceniasz jego poświęcenia! Edzio tak się powstrzymywał prze wypiciem krwi Izy, a ona przecież tak kusząco pachniała... :P
OdpowiedzUsuńAle fakt, Mayer wbiła wampirom srebrny kołek prosto w serce. Dawno czytałam jej książki, ale z tego co pamiętam, ona po prostu szpikuje powieści różnymi bzdurami i w ogóle ich nie wyjaśnia, pewnie dlatego, że ogólnie słaba z niej pisarka. No i wydaje mi się, że Edward nie był taki emo przed powstaniem filmów.
Taa... idealny tekst na podryw: "Wybacz kochana, ale tak zapach twej krwi jest tak kuszący, że nie mogę się opanować..." :D
OdpowiedzUsuńCo do bzdur - gdzies czytałem krótki spis tego, co w swoich powieściach zawarła i to przeraża. Jeszcze lepiej, że idąc za jej przykładem, masa nastolatek próbuje tworzyć różnego rodzaju opowiadania nie mając właściwie żadnego warsztatu (wystarczy zerknąc sobie na blog sierżant und saper, który mam w śledzonych - niektóre zawarte tam analizy zwalaja z nóg).
Mam też wrażenie, że chyba sami twórcy nie bardzo maja pomysł, jak te wampiry wykorzystać. Z jednej strony Dracula to firma pewna, ale staruch straszliwy, a z drugiej, eksperymenty kończą się takim Edwardem...
W ogóle jakoś stwory pokroju wampirów czy wilkołaków maja złą passę. Czyżby ich potencjał naprawdę się wyczerpał?