Wygląda na to, że odradza się nam w kraju tradycja pojedynku. Kiedyś szlachiura jeden z drugim brali się za czuby i naparzali szabelkami. Dzisiaj na ubitej ziemi stają naprzeciw siebie krytycy i twórcy filmowi, a ich orężem są cytaty z miażdżących recenzji.
Krytyka to zawód niewdzięczny - nie dość, że twórcy recenzowanych dzieł niejednokrotnie patrzą na takich z pogardą, to jeszcze widzowie często traktują takowych jak piąte koło u wozu (w najlepszym przypadku). Bądźmy szczerzy - w wielu przypadkach mają rację: za pisanie krytyki zabierają się często osoby zupełnie do tego nieprzygotowane, pozbawione umiejętności pisarskich, z ogromnymi brakami jeśli chodzi o wiedzę z zakresu filmu, literatury, sztuki, popkultury itp. Być może strzelam sobie tym w stopę - sam wszakże pisuję tu i tam teksty o charakterze krytycznym - ale (mam taką nadzieję) nie utraciłem jeszcze pokory w stosunku do swej radosnej twórczości. Pomijając oczywiście fakt, że sam czasem mam ochotę mordować, gdy czytam tzw. "recenzje"...