Uprzedzając:
notka będzie o tym, po cholerę robić remake. Słów ocean wypisano na ten temat,
ja zapewne też nic nowego do dyskusji nie wniosę, ale nic to – na wątrobie mi
leży, wypluć więc muszę. Jest sporo rzeczy, które mnie irytują, jeśli chodzi o
kinematografię. Ceny biletów, filmy wprowadzane w momencie, gdy widzieli go
wszyscy, włączając w to pingwiny na biegunie, reklamy w kinie, napuszone
adaptacje komiksów, brak dobrych komedii… do pewnego stopnia również
powtarzalność produkcji i chów wsobny.
Piszę: do pewnego stopnia, ponieważ mam świadomość, że wymyślić coś nowego jest
niemożliwością i można co najwyżej bawić się w bezczelne powielanie, kombinowanie
bądź formalne odjazdy (a każda z opcji jest równie dobra, co niepewna). Co za
tym idzie – nie mam nic przeciw tworzeniu remake’a jakiegoś klasycznego filmu.
Nie będę biegał w świętym szale, polewał napalmem scenarzysty i producenta,
wysyłał bombowych przesyłek ludziom z for internetowych: jeśli twórca
stwierdził, że tekst wyjściowy uległ dezaktualizacji, bądź też historia ma
potencjał do wykorzystania w sposób odmienny od oryginalnego, to kim ja jestem
żeby mu tego bronić? Kto normalny narzeka na Cronenberga, że śmiał wziąć na
warsztat Muchę, albo na Franka Oza za odnowiony Sklepik z horrorami? Jakoś nie widzę chętnych…Viv
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remake. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 sierpnia 2013
Remake, przyjacielu, skąd ta powaga?
Uprzedzając:
notka będzie o tym, po cholerę robić remake. Słów ocean wypisano na ten temat,
ja zapewne też nic nowego do dyskusji nie wniosę, ale nic to – na wątrobie mi
leży, wypluć więc muszę. Jest sporo rzeczy, które mnie irytują, jeśli chodzi o
kinematografię. Ceny biletów, filmy wprowadzane w momencie, gdy widzieli go
wszyscy, włączając w to pingwiny na biegunie, reklamy w kinie, napuszone
adaptacje komiksów, brak dobrych komedii… do pewnego stopnia również
powtarzalność produkcji i chów wsobny.
Piszę: do pewnego stopnia, ponieważ mam świadomość, że wymyślić coś nowego jest
niemożliwością i można co najwyżej bawić się w bezczelne powielanie, kombinowanie
bądź formalne odjazdy (a każda z opcji jest równie dobra, co niepewna). Co za
tym idzie – nie mam nic przeciw tworzeniu remake’a jakiegoś klasycznego filmu.
Nie będę biegał w świętym szale, polewał napalmem scenarzysty i producenta,
wysyłał bombowych przesyłek ludziom z for internetowych: jeśli twórca
stwierdził, że tekst wyjściowy uległ dezaktualizacji, bądź też historia ma
potencjał do wykorzystania w sposób odmienny od oryginalnego, to kim ja jestem
żeby mu tego bronić? Kto normalny narzeka na Cronenberga, że śmiał wziąć na
warsztat Muchę, albo na Franka Oza za odnowiony Sklepik z horrorami? Jakoś nie widzę chętnych…
Subskrybuj:
Posty (Atom)