Nostalgia
niepodzielnie panuje nam w kulturze i póki co nie zanosi się, by miała szybko
przeminąć. Internet pełen jest stron prezentujących kultowe animacje
dzieciństwa, produkty spożywcze, których produkcji dawno już zaprzestano, filmy
niegdyś będące kwintesencją zajebistości (mimo że teraz strach je oglądać), nie
wspominając choćby o czasopismach, które kiedyś upadły, a dziś – z wprawą
doktora Frankensteina – próbuje się ożywić, przypudrować i pchnąć ludziom po
raz kolejny. I w sumie nawet nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że
tendencje nostalgiczne narastają, a sama nostalgia zaczyna przysłaniać ludziom
trzeźwy osąd sytuacji. Bo czym ona jest? Tęsknotą za czymś, co tak naprawdę nie
istniało, za wyidealizowanym obrazem przeszłości, wykreowanym – najczęściej –
na podstawie cudzych wspomnień i emocji, prostszym i bezpieczniejszym niż
niepewna teraźniejszość, wymagająca dokonywania masy wyborów, zdywersyfikowana
i mieszająca wszystko ze wszystkim. Nostalgia jest więc niczym miód na serce,
plasterek przyklejony przez mamę na paluszek – miękki, kojący i odporny na
jakiekolwiek badania empiryczne (wiadomo, plasterek daje +10 do armora i jesteśmy
niezniszczalni). Efekty bywają cokolwiek absurdalne, dając początek kuriozalnym
narracjom o starych, dobrych czasach™, gdy trawa była zieleńsza, żywność
naturalna, edukacja i metody wychowawcze skuteczniejsze, kobiety traktowano lepiej,
mężczyźni byli mężczyznami, a Warszawianki nawet na wojnie były stylowo ubrane
(hint: this is bullshit).Viv
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porno. Pokaż wszystkie posty
sobota, 2 sierpnia 2014
[FILM] Stare dobre świntuszenie, czyli nostalgia i kant tyłka
Nostalgia
niepodzielnie panuje nam w kulturze i póki co nie zanosi się, by miała szybko
przeminąć. Internet pełen jest stron prezentujących kultowe animacje
dzieciństwa, produkty spożywcze, których produkcji dawno już zaprzestano, filmy
niegdyś będące kwintesencją zajebistości (mimo że teraz strach je oglądać), nie
wspominając choćby o czasopismach, które kiedyś upadły, a dziś – z wprawą
doktora Frankensteina – próbuje się ożywić, przypudrować i pchnąć ludziom po
raz kolejny. I w sumie nawet nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że
tendencje nostalgiczne narastają, a sama nostalgia zaczyna przysłaniać ludziom
trzeźwy osąd sytuacji. Bo czym ona jest? Tęsknotą za czymś, co tak naprawdę nie
istniało, za wyidealizowanym obrazem przeszłości, wykreowanym – najczęściej –
na podstawie cudzych wspomnień i emocji, prostszym i bezpieczniejszym niż
niepewna teraźniejszość, wymagająca dokonywania masy wyborów, zdywersyfikowana
i mieszająca wszystko ze wszystkim. Nostalgia jest więc niczym miód na serce,
plasterek przyklejony przez mamę na paluszek – miękki, kojący i odporny na
jakiekolwiek badania empiryczne (wiadomo, plasterek daje +10 do armora i jesteśmy
niezniszczalni). Efekty bywają cokolwiek absurdalne, dając początek kuriozalnym
narracjom o starych, dobrych czasach™, gdy trawa była zieleńsza, żywność
naturalna, edukacja i metody wychowawcze skuteczniejsze, kobiety traktowano lepiej,
mężczyźni byli mężczyznami, a Warszawianki nawet na wojnie były stylowo ubrane
(hint: this is bullshit).wtorek, 9 kwietnia 2013
Pieprzne życie filmowych hitów pod knutem popkultury, czyli o fanach i porno-parodiach
| Disneyowski femslash? Materiału aż nadto. |
Każdy, kto korzysta z Sieci w celach nieco bardziej
wyrafinowanych niż sprawdzanie poczty i serwisów plotkarskich, prawdopodobnie wcześniej
czy później natknie się na tzw. Zasadę 34 (Rule
34). Zrodzoną po Ciemnej Stronie Internetu regułę można ująć w
stwierdzeniu, iż jeśli istnieje jakiś tekst, to gdzieś w Sieci znajduje się również
jego wersja pornograficzna. Komiks o upojnej nocy Roszpunki i Meridy Walecznej?
Frywolne fanarty z Mario i Princess Peach? Opowieść o zakazanej miłości Bilba
Bagginsa i Thorina Dębowej Tarczy? Panie i Panowie – witamy w Internecie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)