John Wick (2014)
Dawid Leitch, Chad Stahelski
![]() |
W Johnie Wicku wszystko ma klasę - poczynając od bohatera |
Nawet
nie będę ukrywał, że podchodziłem do tego filmu z olbrzymim dystansem. Opowieść
o niemal legendarnym zabójcy, który mści się na mafii za śmierć swojego psa? I
to z Keanu Reevesem w roli głównej? Bez przesady, to brzmi jak opis parodii
kina akcji! A tu psikus: John Wick okazał się filmem nie
tylko dobrym, ale i nadzwyczaj urokliwym. Pal licho efektownie zrealizowane
sceny walk oraz strzelanin (sekwencja w Red Circle to jedna z lepszych rzeczy,
jakie można było ostatnio w tego typu produkcjach zobaczyć) – obraz zgarnia
pulę już za strategię przyjętą na poziomie konstrukcji. Film Leitcha &
Stahelskiego to istna kopalnia klisz gatunkowych, ale przepuszczonych przez
filtr popkultury, dzięki czemu nabrały one wręcz komiksowego przerysowania,
chwilami balansując na granicy przesady, ale nigdy jej nie przekraczając. Mamy
środowisko płatnych zabójców? Świetnie, damy im „firmowy” hotel z ekskluzywną
obsługą, gdzie będą mogli odpocząć, zabawić się i przygotować do roboty. Główny bohater to legenda w branży? No dobra,
ale musi mieć odpowiedni przydomek… może „Baba Jaga”? No i finał musi być
odpowiednio efektowny… co powiecie pojedynek w rzęsistym deszczu niczym w
filmach Kurosawy, na tle nieba przecinanego błyskawicami? Najzabawniejsze
jednak, że całe to przerysowanie na poziomie konwencji jest skontrastowane z
powagą na poziomie samej fabuły: w rezultacie otrzymujemy produkcję jawiącą się
jako świetna zabawa schematem kina akcji, zrealizowaną na wysokim poziomie
technicznym, a jednocześnie – przy całym swoim przerysowaniu – nie próbującą
traktować widza jak idioty. Kto wie, może to oznaka powrotu Keanu Reevesa,
któremu zdecydowanie lepiej w gustownym garniturze, niż samurajskich łachach z 47
Roninów...